AZJA TAJLANDIA

Jak smakuje DURIAN?

Gdyby szatan w postaci węża kusił Ewę durianem, dzisiejszy świat pewnie wyglądałby zupełnie inaczej. Nigdy nie wzięłaby go do ust. Śmierdzi! Gdyby szatan kusił mnie… świat wyglądałby tak samo. Albo gorzej. Sorry.

Zakazany owoc

Durian to najbardziej śmierdzący owoc na świecie. W Azji uważany jest za przysmak, a nawet nazywany „królem owoców”. Fuj! Można go tu znaleźć wszędzie i w każdej postaci – w całości, w kawałkach, surowy, gotowany, smażony, z bitą śmietaną. Totalne szaleństwo. Durian ma mnóstwo witamin i właściwości odżywczych. Śmierdzi. Wykorzystywany jest w medycynie naturalnej. Śmierdzi. W Azji uznawany jest też za afrodyzjak. Śmierdzi. No same zalety. Prawie. Wspominałam, że śmierdzi? A jak śmierdzi? Ostro śmierdzi. Pomieszaj ze sobą wszystko, co zdechło Ci w lodówce i masz zapach duriana. Fuj! Mnie przypominał nieświeże mięso, ser pleśniowy, starą cebulę i mleko z datą ważności w okolicach późnego Rokoko. Stoisko z durianami wyczuwalne jest na odległość kilkudziesięciu metrów. Zakazane jabłko w raju? Amatorszczyzna. Durian w Bangkoku zmienia postać rzeczy. Fuj! W krajach azjatyckich śmierdzący owoc ma nawet własny znak zakazu! Nie można go jeść w miejscach publicznych. Nie można go wnosić do hotelu, restauracji, autobusu, ani na pokład samolotu. Dlaczego? Zaskoczę Cię: bo śmierdzi. Oczywiście musiałam go posmakować.

Ale po co?

Jeśli ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to kochane diabełki możecie grzać smołę i rozkładać czerwony dywan – nadchodzę. W zasadzie to byłam już w piekle. Skoro w Bangkoku przybiłam piątkę z Lucyferem (👉 Bangkok? Gorąco i śmierdzi…), to równie dobrze mogłam spróbować owoców z piekła rodem, a co tam. Duriany można kupić przy specjalnych stoiskach, przy których uśmiechnięty sprzedawca najpierw obiera je ze skórki (w zasadzie rozwala maczetą), a potem podaje, bezczelnie patrząc w oczy. Owoce te są wielkości arbuza, ważą kilka kilogramów i mają kolce. Wyglądają trochę jak niebezpieczne zwierzątka albo średniowieczne narzędzia tortur. Rosną na drzewach i jest to ich kolejna wada. Nie dość, że zabijają zapachem, to jeszcze możesz w łeb dostać i nie przeżyć tego spotkania. Durian spadający z drzewa to w Azji poważne zagrożenie. A jak smakuje? Dla mnie trochę jak awokado, trochę jak masło, trochę jak budyń i trochę jak ser pleśniowy. Słodki, lekko mdły smak. W skrócie: trochę fuj, a trochę spoko, nie jest taki zły. Kto był w Tajlandii i nie zjadł duriana, ten nie był w Tajlandii. Amen.

Ale… PO CO?

Człowiek ciekawy świata jest w stanie włożyć sobie do ust bardzo dziwne rzeczy. Podejrzewam, że moja dzika natura sprowadzi mnie kiedyś na manowce. Jecie surowe mięso? Super! Jecie jelita wraz z zawartością? Spoko, poproszę. Jecie gówno na patyku polane karmelem? Jasne, dlaczego nie? Zjem wszystko. A potem o tym opowiem. Fuj!

Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi“.
– Cesare Pavese


Durian? Obrzydliwy. Polecam.

Redaktor Bezczelna
~ Rita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.