TAJLANDIA

Bangkok? Gorąco i śmierdzi…

Kurwa, jak gorąco. Przykre i wulgarne, acz prawdziwe. Niestety. To była moja pierwsza myśl po wyjściu z klimatyzowanego autobusu na zatłoczoną Khao San Road – słynną ulicę tzw. backpackerów, czyli ludzi podróżujących z plecakiem, po taniości i na własnych zasadach. Było tak duszno i gorąco, że z każdym ledwo zaczerpniętym oddechem istniało ryzyko oparzenia trzeciego stopnia. Poważnie obawiałam się o stan swoich wnętrzności, a połknięcie kremu z filtrem brzmiało jak obietnica ukojenia i niewyobrażalnej wręcz rozkoszy. Do tego zapach jedzenia i mocnych przypraw tylko pogarszał i tak już żałosną sytuację. Ciężki plecak, nieprzespana noc w samolocie, tłok, ścisk, gorąco i śmierdzi. Czy może być gorsze pierwsze wrażenie na azjatyckiej ziemi? Może być jeszcze drugie, trzecie i dziewiąte. Równie beznadziejne. Po chwili więc znalazłam jeszcze więcej powodów do narzekania.

ZEN tak bardzo

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś białym, zagubionym, chodzącym bankomatem na obczyźnie. Z pewnością rzuci się na Ciebie zgraja taksówkarzy, kierowców tuk-tuków i sprzedawców straganowych. Każdy oczywiście z nadzieją, że zaraz wydasz u nich wszystkie swoje pieniądze. Stać Cię było na bilety lotnicze? To teraz nie świruj jarzębiny… frajerze. Tajlandia utrzymuje się z turystyki, więc nie ma co się dziwić. Jednak dla mnie był to lekki szok i niedowierzanie. Spora różnica w porównaniu np. ze sprzedawcami w Polsce, którzy w większości przypadków mają mnie zwyczajnie w dupie. Tymczasem w Bangkoku irytacja 100%, bo ciężki plecak, nieprzespana noc w samolocie, tłok, ścisk, gorąco i śmierdzi, a do tego, co sekundę powtarzam „nie, dziękuję” próbując przebić się przez tę dziką zgraję wygłodniałych sępów. Wyobraziłeś sobie już tę sytuację? No i co, ZEN tak bardzo? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na to pytanie, to gratuluję. Naucz mnie Mistrzu, bo nie umiem w życie. Jedynie wkurwienie sięga u mnie ZENitu.

Tanio i umiarkowanie dobrze

Kiedy już uciekłam z tłumu, pozbyłam się plecaka, odpoczęłam, zjadłam coś i przytuliłam klimatyzator, zaczęłam dostrzegać również pozytywne strony miasta. Hostele są tanie, jedzenie dobre, a ludzie mili. Lubią tutaj wchodzić turystom w tyłek – dosłownie i w przenośni. W końcu to BangCOCK, wiadomo. Wjeżdżając dalej w tę wulgarną metaforę niczym dzik w kukurydzę, muszę koniecznie nadmienić, że tylu dziwnych rzeczy jeszcze w ustach nie miałam. W Tajlandii jadłam skorpiony, robaki wielkości kciuka i śmierdzące owoce, a wszystko to, ku mojemu zdziwieniu, wspominam bardzo pozytywnie i z lekkim burczeniem w brzuchu. Bangkok to doskonała stacja wypadowa do innych miejscowości oraz rajskich wysp, których byłam tak bardzo ciekawa i spragniona. Dlatego uważam, że każdy powinien przejść przez to piekło. Jeśli chcesz tanio i umiarkowanie dobrze spędzić wakacje, to stolica Tajlandii jest dla Ciebie. Owszem, w Bangkoku jest gorąco i śmierdzi, ale nawet Lucyfer ma swój urok. Jest tak INACZEJ, a ja lubię inaczej…

Dziesiąte wraŻENie na azjatyckiej ziemi było już zdecydowanie na plus.

~ Rita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.